XXXIV Festiwal Muzyki Organowej i Kameralnej im. Johannesa Brahmsa
„Non Sola Scripta”
lipiec – sierpień 2027 r.
Kościół Świętego Krzyża, pl. Kościelny 1
Są koncerty, które kończą się wraz z ostatnim akordem. I są takie, które jeszcze długo pracują w pamięci: wracają pojedynczym dźwiękiem, obrazem instrumentu, gestem wykonawcy albo chwilą, kiedy muzyka nagle skręciła w nieoczekiwaną stronę. Taki był tegoroczny festiwal „Non Sola Scripta”. Przez lipiec i sierpień Ostrów Tumski znów stał się miejscem spotkania tradycji, eksperymentu i improwizacji. 33. edycja pokazała, że niedzielne koncerty organowe mogą być czymś znacznie większym niż spotkaniem z klasycznym repertuarem.
Organy zabrzmiały obok dud szkockich, harfy celtyckiej, harmonijek ustnych, suki biłgorajskiej, fideli płockiej, akordeonu, liry korbowej, fletu, skrzypiec, głosu i chóru. Każde z tych zestawień otwierało inną historię. Każde prowadziło muzykę w nieco inną stronę.
Przede wszystkim dziękujemy!
Dziękujemy artystkom i artystom, którzy przywieźli do Wrocławia własne instrumenty, doświadczenia, interpretacje i pomysły. Dziękujemy wszystkim wykonawcom, którzy pozwolili klasycznym dziełom spotkać się z nowym brzmieniem. Dziękujemy tym, którzy improwizowali, ryzykowali i zostawiali muzyce przestrzeń na niespodziankę. To dzięki nim programy kolejnych koncertów są coraz ciekawsze, a nasz wrocławski festiwal muzyki dawnej jest tak aktualny.
Dziękujemy również publiczności. Za obecność, skupienie, ciekawość i za to, że każdy kolejny półtoragodzinny koncert organowy ma tak wielu odbiorców. Niezmiennie zapraszamy do wspólnego przeżywania muzyki. Bez słuchaczy nie byłoby tej energii, która sprawia, że nawet znana kompozycja może zabrzmieć ponownie po raz pierwszy.
Co powiedziało nam organowe lato we Wrocławiu?
Wrocław od lat ma szczególne miejsce na mapie muzyki organowej, a kolegiata Świętego Krzyża na Ostrowie Tumskim daje jej wyjątkową przestrzeń. To właśnie tutaj odbywały się tegoroczne niedzielne koncerty organowe, podczas których monumentalny instrument spotykał się z brzmieniami różnych tradycji. Historyczny charakter miejsca nie był jedynie tłem. Współtworzył programy kolejnych koncertów. Gotyckie wnętrze, niezwykła akustyka i historyczna wartość organów wpływały na sposób, w jaki słuchaliśmy utworów mistrzów. Właśnie dlatego nasz festiwal organowy we Wrocławiu nie musiał wybierać między dawnym a nowym.
W jednym programie mogli spotkać się Bach, Chopin, Mozart czy Buxtehude, a chwilę później pojawiały się autorskie opracowania, współczesne kompozycje i improwizacje. To w takich momentach muzyka organowa przestaje być zamkniętym rozdziałem z historii muzyki. Zaczyna działać w zupełnie nowym kontekście. Tegoroczny festiwal muzyki organowej pozostawiał więc sporo miejsca na odkrywanie. Obok klasycznych organowych kompozycji pojawiały się utwory, które dzięki nieoczywistej instrumentacji otrzymywały nowe barwy.
Dudy, harfa, harmonijka – co ma w sobie niezwykły koncert organowy?
Tu zaczyna się najciekawsza część tej historii. Jednego wieczoru obok organów pojawiły się dudy szkockie i harfa celtycka. Innym razem monumentalne brzmienie instrumentu zostało zestawione z trzema harmonijkami: chromatyczną, akordową i basową. Później pojawiły się suka biłgorajska, Fidel płocka, lira korbowa i orientalne bębny obręczowe. Były też flet i harfa, baryton, sopran, skrzypce oraz chór.
Takie spotkania brzmią intrygująco już na papierze, ale dopiero podczas koncertu można było usłyszeć, jak daleko potrafią dojść. Ten festiwal muzyki klasycznej, dawnej i współczesnej nie zamykał się w jednej estetyce. Przeciwnie. Pozwalał jej się rozszerzać. Dlatego wrocławskie organowe wieczory tak często zbaczały z utartego szlaku. Instrumenty nie tworzyły prostego tła dla siebie nawzajem. Prowadziły dialog. Czasem konkurowały o uwagę, czasem stapiały się w jedno brzmienie, a czasem zostawiały sobie przestrzeń na ciszę. Dyrektor artystyczny festiwalu Andrzej Chorosiński właśnie tym się kierował, układając program letnich koncertów.
Gdzie zaczyna się improwizacja?
Być może właśnie tutaj znajduje się najważniejszy punkt, do którego dążą wszystkie wakacyjne koncerty organowe. W idei „Non Sola Scripta” muzyka nie kończy się na tym, co zostało zapisane. Improwizacja pozwala zostawić otwarte drzwi: reagować na przestrzeń, akustykę, inne instrumenty i atmosferę konkretnego wieczoru.
Tegoroczny festiwal organowy we Wrocławiu zaprezentował bogactwo różnych form muzycznych wariacji. Piotr Rojek sięgnął po improwizację poświęconą Feliksowi Nowowiejskiemu. W sierpniu słyszeliśmy improwizacje organowe Radosława Kustry-Bukalskiego, a Giampaolo di Rosa uczynił z improwizacji część spotkania organów, chóru i sopranu. Finał z udziałem Emanuela Bączkowskiego, Zdzisława Madeja i Michała Chorosińskiego połączył z kolei organy, głos, słowo i improwizację wokalną.
Ta różnorodność sprawia, że wrocławski festiwal „Non Sola Scripta” może mieć za każdym razem inną temperaturę. Nawet kiedy znamy instrument, przestrzeń i gatunek, nie wiemy dokładnie, co wydarzy się za chwilę. I właśnie ta niewiadoma jest częścią doświadczenia, o które tak bardzo stara się dyrektor artystyczny festiwalu Andrzej Chorosiński. Nie liczy się tylko repertuar. Równie ważne jest oczekiwanie na moment, w którym muzycy zrobią coś, czego nie da się wcześniej przewidzieć.
Co zapisały nam w pamięci wrocławskie organowe wieczory?
Może nie jeden konkretny utwór. Może raczej kontrasty. Bacha i współczesne kompozycje. Potęgę organów i kruchość pojedynczego głosu. Szkocką tradycję obok wrocławskiej kolegiaty. Dźwięki dawnych polskich instrumentów przywiedzione do życia na nowo. Brzmienie harmonijek, które potrafiło zbliżyć się do symfonicznej pełni. Harfę i flet układające się w delikatniejszy pejzaż. Chór, baryton, organy budujące napięcie i wreszcie improwizację, która pozwalała każdemu wieczorowi zachować własny charakter.
Tak działa festiwal organowy „Non Sola Scripta”. Nie próbuje zamknąć muzyki w jednej definicji. Zostawia miejsce na różne epoki, estetyki i sposoby słuchania. Dlatego muzyka organowa może spotkać się tutaj z muzyką ludową, dawną, współczesną i sakralną, bez potrzeby ustawiania ich w jednym szeregu.
Tegoroczna edycja „Non Sola Scripta” była także kolejnym rozdziałem historii, którą od ponad trzech dekad tworzą artyści, organizatorzy i publiczność. Nad artystycznym kształtem festiwalu od początku czuwa Andrzej Chorosiński, jego twórca i dyrektor artystyczny. To dzięki tej konsekwencji wrocławski festiwal organowy zachowuje własny język: oparty na tradycji, ale otwarty na nieoczekiwane spotkania.
Na kolejny festiwal muzyki organowej zapraszamy już latem 2027 roku. W lipcu i sierpniu znów spotkamy się na Ostrowie Tumskim, by słuchać, odkrywać i sprawdzać, co wydarzy się pomiędzy tym, co zapisane, a tym, co powstaje właśnie teraz.
Do zobaczenia.